Jacek Zieliński przed spotkaniem zdawał sobie sprawę, że jego drużynę czeka wymagające zadanie. Widzew przystępował do meczu po zwycięstwie w Białymstoku, a Korona musiała zagrać na trudnym terenie.
– Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że przyjeżdżamy na bardzo trudny teren. Wydawało się, że przyjeżdżamy do „jaskini lwa” po wygranej Widzewa w Białymstoku. Natomiast im dłużej trwał mecz, tym wyglądało to korzystniej dla nas. Ten początek mieliśmy naprawdę do zapomnienia, bo daliśmy się zaskoczyć przy stałym fragmencie. Później jeszcze parę razy było nerwowo. Uporządkowaliśmy grę, dwie piękne bramki Morgana. Duże gratulacje dla chłopaka. Taki nieoczywisty transfer. Okazuje się, że to jest to.
Trener kielczan podkreślił również, że po przerwie jego zespół miał okazje, aby wcześniej rozstrzygnąć losy spotkania. Widzew utrzymywał się jednak w grze dzięki dobrej postawie Bartłomieja Drągowskiego, a końcówka przyniosła sporo nerwów.
– W drugiej połowie mogliśmy ten mecz zamknąć, bo taka jest prawda. Bartek Drągowski utrzymał Widzew ze dwa czy trzy razy przy życiu. Natomiast w końcówce było już bardzo nerwowo. Tym większe słowa uznania dla chłopaków, że dociągnęliśmy to, bo nie sztuką jest wygrywać mecz, jak wszystko idzie i wszystko się układa. Właśnie w takich sytuacjach, gdzie czasami coś zadziała, ktoś robi błąd, jeden grał za drugiego, jeden drugiemu pomagał. Szacun, bo dzisiaj zaprezentowaliśmy się przede wszystkim bardzo dobrze jako zespół i to mnie bardzo cieszy.
Korona odniosła tym samym szóste zwycięstwo z rzędu nad Widzewem. Wszystkie te spotkania odbywały się za kadencji Jacka Zielińskiego, który od dwóch lat pracuje w kieleckim klubie. Szkoleniowiec tonował jednak nastroje i podkreślał, że sezon dopiero się rozpoczyna.
– Akurat tak wychodzi. Fakt, w ciągu dwóch lat, bo 8 sierpnia minęły dwa lata, odkąd jestem w Koronie, w ciągu dwóch lat sześć zwycięstw z Widzewem. To jest, myślę, dobry wynik. Natomiast na Widzewie dla nas się liga nie kończy. To jest tylko, myślę, początek i musimy dalej kuć żelazo, póki gorące. Także z tego się bardzo cieszymy. Niech to będzie patent, ale przed nami kolejne mecze i to będą mecze najważniejsze, bo ten już przeszedł niestety do historii.
Zieliński został również zapytany o sytuację zdrowotną Simona Gustafsona. Szwed nie znalazł się w kadrze meczowej z powodu problemu z mięśniem przywodziciela. Szkoleniowiec przyznał, że na tym etapie trudno jeszcze określić, czy pomocnik będzie gotowy do kolejnego spotkania.
– Poczuł przywodziciel chyba na wtorkowym albo środowym treningu. Wydawało się, że to nic groźnego, ale nie było sensu dzisiaj nie w pełni zdrowego brać na mecz czy wystawiać. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Mamy tydzień czasu do soboty. Też byłem dużym optymistą, jeśli chodzi o Dawida Błanika, ale okazuje się, że na razie Dawida z nami nie ma, więc wstrzymam się z diagnozami i prognozami co do Simona. Bardzo chciałbym, żeby doszedł do zdrowia, ale nic na siłę.
Szkoleniowiec odniósł się także do występu Martina Remacle'a, który pojawił się na boisku w miejsce Szweda. Belgijski pomocnik z murawy zszedł w drugiej połowie i jak zaznaczył Zieliński, zmiana była podyktowana również potrzebą poprawy sytuacji w defensywie po jednej ze stron boiska.
– Zmiana wynikała z tego, że po prostu już lekko „przeciekaliśmy” z tej strony w defensywie i musieliśmy zareagować. Nono dał świetną zmianę. Natomiast Martin prezentował się bardzo korzystnie, także jak cały zespół, bo generalnie trochę ten skład był przemeblowany. Staraliśmy się zagrać bardzo ofensywnie, z ofensywnie grającymi skrzydłowymi i to zadziałało, bo to, co Morgan wyprawiał z obrońcami Widzewa, to szacunek dla niego.
Na boisku pojawił się również Norbert Barczak, który krótko po wejściu mógł zdobyć bramkę. Jego próbę zatrzymał jednak bramkarz Widzewa. Zieliński zdradził, że początkowo zawodnik był sprowadzany do Kielc z myślą o rywalizacji na prawej stronie defensywy, ale jego rola może być szersza.
– Przede wszystkim to była trochę nieoczywista pozycja, bo ściągaliśmy go z myślą o rotacji czy, powiedzmy, dublu na prawą obronę. Poszedł pięterko wyżej, bo potrzebna nam była trochę energia właśnie z tej strony. Tutaj wszedł Akere, a też García tam hulał lewą stroną. Spełnił swoje zadanie, no i mógł jeszcze strzelić bramkę. Ale poczekajmy.

Napisz komentarz
Komentarze