Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord onair Radio Rekord onair
poniedziałek, 21 września 2026 03:17
Reklama

Zieliński po remisie z Motorem: Jestem dobrej myśli, że jeśli dalej będziemy tak pracować i grać, to efekty prędzej czy później przyjdą

Korona Kielce zremisowała 1:1 z Motorem Lublin w 5. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Kielczanie jako pierwsi objęli prowadzenie po trafieniu Mariusza Stępińskiego, ale jeszcze przed przerwą wyrównał Karol Czubak. Po spotkaniu Jacek Zieliński podkreślał niedosyt związany z wynikiem, ale jednocześnie pozytywnie oceniał postawę zespołu, szczególnie po zmianie stron. Trener Korony odniósł się również do skuteczności w ataku pozycyjnym, decyzji kadrowych oraz sytuacji związanej z kolejnym transferem do klubu.

Po końcowym gwizdku szkoleniowiec przyznał, że jego drużyna liczyła na więcej niż jeden punkt, choć dostrzegał także wiele pozytywów w jej grze. 

– Szkoda tego wyniku, bo wiadomo, że oczekiwania, marzenia i ambicje były inne. Natomiast mimo że ten mecz dobrze się nam ułożył, bo strzeliliśmy bramkę i prowadziliśmy, daliśmy się zaskoczyć po stałym fragmencie, a uczulaliśmy się na to. W drugiej połowie, mimo naprawdę dobrej, solidnej gry, nie udało się nic strzelić, a paradoksem jest, że w końcówce mogliśmy jeszcze stracić bramkę. Tak więc można powiedzieć, że szkoda, że nie wygraliśmy. Nie ma co jednak narzekać. Oczywiście wszystko sobie przeanalizujemy. Niedosyt jest, natomiast trzeba już myśleć o następnym meczu. Tego się już nie cofnie, ale myślę, że szczególnie druga połowa w naszym wykonaniu, jeśli chodzi o takie cechy piłkarskie, czysto piłkarskie – odbiór piłki, zebranie drugiej piłki, reakcja po stracie – była naprawdę dobra.

Zieliński podkreślił, że dobra postawa Korony w ostatnich spotkaniach jest efektem pracy wykonywanej przez zespół podczas treningów. 

– Dlatego myślę, że to jest taki dobry zaczyn na następne mecze, bo są spotkania, które się zremisuje i człowiek za bardzo nie ma jak poszukać pozytywów. Gdzieś tam negatywy wychodzą na wierzch. Natomiast myślę, że po tym meczu, zresztą generalnie mówimy cały czas o tym, że ta praca, którą ostatnio wykonujemy, naprawdę zaczyna przynosić dobre efekty. Widać to po ostatnich mikrocyklach, a także po meczu na Widzewie. Ten mecz tutaj również można oceniać przez pryzmat wyniku, oczywiście. Ja też nie jestem z niego zadowolony. Natomiast jeśli chodzi o długie fragmenty gry, o to, jak graliśmy, o taką powtarzalność i odpowiedzialność, to ja i cały sztab jesteśmy zadowoleni.

Szkoleniowiec odniósł się również do bramki Mariusza Stępińskiego i coraz lepiej wyglądającego ataku pozycyjnego Korony. 

– Dużo nad tym pracujemy. Cieszę się, że Mario strzelił kolejną bramkę i zaczyna w tym polu karnym przypominać takiego, może nie lisa, ale liska pola karnego. Natomiast dużo było takich schematów ćwiczonych. Ta gra z półprzestrzeni, świadomie robiliśmy to, nie dojeżdżaliśmy do linii końcowej. To mogło się sprawdzić. W drugiej połowie parę razy Morgan Fassbender grał takie wsteczne piłki. Też dużo nad tym pracowaliśmy, ale zabrakło finalizacji, dostawienia nogi, więc coś się działo, ale tego efektu nie było. Jestem jednak dobrej myśli, że jeśli dalej będziemy tak pracować i grać, to efekty prędzej czy później przyjdą.

Trener Korony został także zapytany o występ Morgana Fassbendera, który po zmianie stron został przesunięty z lewej na prawą stronę boiska. Zieliński wyjaśnił, że decyzja była związana również z koniecznością zabezpieczenia strony, którą Motor wykorzystywał w pierwszej połowie. 

– To jest jedna strona medalu, natomiast druga jest taka, że wprowadzając Nono i dokonując tej zmiany, myśleliśmy o tym, ponieważ najgroźniejsze akcje Motoru w pierwszej połowie szły właśnie tą stroną. Morgan miał duże problemy, bo ogrywali go tam i Ndiaye, i Santos. Obaj robili trochę zamieszania. Nono też wszedł po to, żeby tę stronę zabezpieczyć, i ona była zabezpieczona naprawdę dobrze. Morgan generalnie sam mówi, że bardzo dobrze czuje się również z prawej strony. Myślę, że gdyby ktoś wykorzystał jedną z jego piłek, mówilibyśmy, że zagrał świetnie.

Zieliński odniósł się również do niewielkiej liczby zmian przeprowadzonych w trakcie spotkania. Jak tłumaczył, nie wynikało to z braku odpowiednich zawodników na ławce, lecz z dobrej dyspozycji piłkarzy znajdujących się na boisku. 

– Nie, w ten sposób się do tego nie odniosę, bo akurat to, że dzisiaj nie robiliśmy zmian w końcówce, nie wynikało z tego, że nie było kogo wpuścić. Po prostu ta ekipa, która była na boisku, grała na tyle dobrze, wytrzymywała ten mecz, jej parametry były na dobrym poziomie i nie było tam żadnego niebezpieczeństwa, dlatego nie robiłem zmian. Ja generalnie nie jestem zwolennikiem robienia zmian dla zmian, po to, żeby pokazać, że zrobi się pięć zmian i żeby kibice byli zadowoleni, bo coś się dzieje. Uważałem, że na tyle dobrze to wygląda, że nie chciałem już tutaj grzebać i wyjmować tych, powiedziałbym, elementów puzzli, bo to dobrze funkcjonowało. Oczywiście mecz może być zupełnie inny, bo na Widzewie reagowaliśmy zmianami w końcówce, także takimi nieoczywistymi, i to przyniosło efekt. Dzisiaj uważałem jednak, że ta grupa, która jest, zdoła jeszcze przecisnąć ten mecz na naszą korzyść. Nie udało się, ale takie decyzje nieraz podejmuje trener i to trener bierze je na swoje barki.

W dalszej części konferencji trener został zapytany o brak jakościowego zmiennika w ofensywie i sytuację transferową Korony. Zieliński zdradził, że jeden z transferów jest już praktycznie sfinalizowany i zawodnik powinien pojawić się w klubie w przyszłym tygodniu. 

– Nie, ja już nie jestem aż tak drażliwym człowiekiem. Podchodzę bardzo spokojnie do wielu rzeczy. Wiem, że jeden transfer jest już, można powiedzieć, klepnięty. On dopiero objawi się w przyszłym tygodniu, ale już jest. Poczekamy, co będzie dalej.

Na konferencji nie zabrakło również pytania o Stjepana Davidovicia, który został zmieniony już w przerwie. Zieliński wyjaśnił, że decyzja była podyktowana jego słabszą pierwszą połową oraz potrzebą wprowadzenia dodatkowego impulsu. 

– Nie, po prostu nie szło mu za bardzo w tej pierwszej połowie. Potrzebowaliśmy jakiegoś bodźca. Nono zawsze gwarantuje taki, powiedziałbym, pokład energii, a także dobre umiejętności piłkarskie. Natomiast Stjepanowi nie szło. Chcieliśmy coś zmienić. Druga połowa pokazała, że to była dobra zmiana, bo te akcje przyspieszyły i nabrały jakiejś takiej płynności. Natomiast ja dalej na Stjepana liczę, ale powiedzmy to tak, że na chwilę obecną nie jest w swojej 100-procentowej dyspozycji.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

Reklama Drogeria Uroda
Reklama Drogeria Labo
Reklama 3d Ostrowiec
Reklama
Reklama