Lijewski przyznał, że przed rozpoczęciem spotkania z Kriens-Lucerną wziąłby zwycięstwo jedną bramką w ciemno. Jednocześnie od początku spodziewał się trudnego pojedynku, zwłaszcza ze względu na presję towarzyszącą pierwszemu meczowi Ligi Mistrzów.
– Przed meczem na pewno wziąłbym w ciemno plus jeden. Przestrzegałem swoich zawodników, że mecz będzie bardzo trudny. Tym bardziej, że Lucerna tak naprawdę nie musiała wygrać, a my musieliśmy i tę presję czuliśmy na początku meczu. Wszystko wyglądało dobrze. Naprawdę niczym nas nie zaskoczyli. Grali siedmiu czy sześciu w ataku pozycyjnym i robili to dość systematycznie. Wszystkich akcji nie jesteś niestety w stanie wybronić, grając w sześciu na siedmiu. Natomiast kilka akcji udało nam się zatrzymać, z tego wyprowadziliśmy kontrataki, odskoczyliśmy na kilka bramek i mogliśmy spokojnie kontrolować wydarzenia.
Po zmianie stron obraz spotkania uległ jednak zmianie. Kielczanie nie byli już tak skuteczni w ofensywie, a rywale konsekwentnie odrabiali straty. Zdaniem Lijewskiego jego zawodnicy mogli w pewnym momencie zbyt mocno uwierzyć, że mecz sam doprowadzi się do szczęśliwego końca.
– Po przerwie wydaje mi się, że nie tyle za bardzo usiedliśmy na laurach, co po prostu myśleliśmy, że mecz już dogra się sam do końca. Natomiast nasi przeciwnicy nie odpuszczali, a my zgubiliśmy gdzieś rytm w ataku, jeżeli chodzi o wykończenie sytuacji. Tych sytuacji sam na sam z bramkarzem było dużo, natomiast szwankowała skuteczność. To jest pewnie pokłosie tego, że zawodnicy bardzo dużo i ciężko pracowali w obronie i może zabrakło im świeżości w głowach oraz precyzji w ręce. Natomiast koniec końców cieszę się, że mój debiut jako trenera Industrii Kielce w Lidze Mistrzów jest udany. Bardzo się z tego cieszę i tę datę, 9 września 2026 roku, zapamiętam na bardzo długo.
Szkoleniowiec mistrzów Polski nie zamierzał jednak skupiać się wyłącznie na mankamentach. Zwrócił uwagę, że mimo słabszych fragmentów jego drużyna potrafiła zachować spokój w końcówce i dowieźć zwycięstwo.
– To nie był perfekcyjny mecz z naszej strony. Były momenty lepsze, były momenty gorsze. Natomiast na końcu liczy się wynik. Nie chcę mówić, że zwycięzców się nie osądza, bo nie o to chodzi. Chodzi o to, że my jako drużyna, mimo momentów w tym meczu, w których graliśmy gorzej, potrafiliśmy zachować zimną krew i wygrać ten mecz na końcu. To jest najważniejsze.
Jednym z pozytywów spotkania była niewielka liczba błędów technicznych po stronie Industrii. Kielczanie popełnili ich zaledwie sześć, co trener zestawił z poprzednimi spotkaniami z Orlen Wisłą Płock i NETLAND MKS Kalisz.
– Tak, teoretycznie tak. Cieszę się, że dzisiaj zrobiliśmy tylko sześć błędów technicznych. W ostatnich dwóch meczach było ich 17 z Płockiem i 12 chyba w Kaliszu. Dzisiaj zrobiliśmy bardzo duży postęp, jeżeli chodzi o ten element gry. To znaczy, że zawodnicy grali również rozważnie w ataku, szanowali piłkę i nie grali nonszalancko. Natomiast wydaje mi się, że gdyby skuteczność była większa i zdecydowanie lepiej wykończylibyśmy te sytuacje z zimną krwią, myślę, że wynik byłby o wiele lepszy.
Lijewski odniósł się również do problemów ze skutecznością, które szczególnie widoczne były po przerwie. Jego zdaniem duża intensywność pracy w obronie mogła mieć wpływ na koncentrację zawodników przy podejmowaniu decyzji rzutowych.
– Tak jak powiedziałem wcześniej, zawodnicy bardzo dużo pracowali w obronie i wydaje mi się, że na tym zmęczeniu, kiedy podejmowali decyzje rzutowe, byli po prostu mniej skoncentrowani.
W końcówce Industria miała kilka okazji, aby ponownie wypracować bezpieczną przewagę. Nie wykorzystała ich jednak, przez co Kriens-Lucerna do ostatnich sekund pozostawała w grze o remis. Trener nie chciał jednak nadmiernie krytykować swoich zawodników.
– Były sytuacje, żeby postawić tę kropkę nad „i”. Natomiast nie udało się. Mogę mieć pretensje do zawodników i mogę ich za to karać, ale wiem, że to są też tylko ludzie i oni naprawdę bardzo chcieli. Wykańczać sytuacje muszą jednak sami. To oni mają piłkę w rękach i muszą podjąć taką decyzję, żeby na koniec piłka znalazła się w siatce. Kilka razy w tym meczu nam się to nie udało. Nie chcę jednak patrzeć na to przez ciemne okulary, tylko bardziej pozytywnie. Mimo braków w skuteczności wydaje mi się, że od początku meczu byliśmy lepsi od naszego przeciwnika. Od początku byliśmy na prowadzeniu, kontrolowaliśmy mecz, natomiast na koniec zawiodła skuteczność.
Szkoleniowiec został również zapytany o sytuację Luki Klaricy, który wraca do gry po operacji i dłuższej przerwie. Lijewski podkreślił, że Chorwat potrzebuje kolejnych spotkań, aby odzyskać pełnię formy i swobodę, którą prezentował przed urazem.
– Im więcej takich meczów jak dzisiaj rozegra, tym szybciej. Wiem, że wszyscy tego oczekujemy. Ja sam jestem pierwszy, który chciałby, żeby Luka grał tak, jak przyzwyczaił nas do tego, kiedy był zdrowy w Zagrzebiu czy w reprezentacji. Pamiętajmy jednak, że jest po operacji, poważnej operacji pleców, i takich rzeczy nie przeskoczysz. On musi dostawać swoje minuty w meczu, obojętnie czy to jest liga polska, czy Liga Mistrzów. Tylko w meczach o stawkę, gdzie adrenalina i puls są wyższe, może się odbudowywać.
Lijewski zwrócił uwagę, że podobny proces dotyczy również innych zawodników, którzy dopiero wchodzą w nowe role w zespole. Wymienił między innymi Kiryła Rabczyńskiego.
– Nie tylko on, ale też inni nowi zawodnicy, tak jak Kirył Rabczyński. Tego samego na treningach nigdy nie wypracujesz. Musi być jednak gra o stawkę, żeby odpowiedzialność na każdym z zawodników była większa. Wtedy oni na pewno z tych meczów wyciągną wnioski i tym samym będą się dalej rozwijać. Dzięki temu wy, ja i kibice będziemy mieli z nich więcej pociechy.

Napisz komentarz
Komentarze