Radoszyce można opowiedzieć przez daty, zabytki i wydarzenia. Można też inaczej — przez ludzi, którzy od lat pilnują, żeby pamięć tego miejsca nie urwała się wraz z jednym pokoleniem.
I właśnie od tego zaczęliśmy rozmowę z Pauliną Pakułą, Wojciechem Buczkowskim i Sławomirem Staciwą.
Bo kultura Radoszyc nie mieści się w jednej sali i nie zaczyna się wraz z otwarciem nowego budynku. Działa w organizacjach społecznych, kołach gospodyń i gospodarzy, przy lokalnych wydarzeniach, w rodzinnych archiwach i w opowieściach przekazywanych z domu do domu.
Najważniejsze pytanie brzmi więc nie: co jeszcze zorganizować? Ale: jak nie zgubić tego, co już istnieje?
Z Pauliną Pakułą rozmawialiśmy o tym, kto dziś rzeczywiście tworzy lokalną kulturę i jaką rolę powinien w niej odgrywać samorząd.
Duże wydarzenie łatwo zauważyć. Ma scenę, światła, zdjęcia i relację w mediach. Znacznie mniej efektowna, ale często ważniejsza, jest codzienna praca wykonywana przez cały rok - spotkania, przygotowania, działalność społeczna, pielęgnowanie lokalnych tradycji i budowanie więzi między mieszkańcami.
To właśnie ta codzienność tworzy kulturę miejsca.
W rozmowie z Wojciechem Buczkowskim, przewodnikiem świętokrzyskim i prezesem Koła Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich „Nasze Podlesie”, zeszliśmy jeszcze głębiej — do tradycji, która nie może być wyłącznie dekoracją podczas festynu.
Za regionalną potrawą, rękodziełem czy lokalnym zwyczajem stoją konkretni ludzie, rodzinne historie, pamięć i wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Pytanie brzmi jednak: kto przejmie tę tradycję za dziesięć czy dwadzieścia lat?
Jeśli młodsze pokolenie ma ją kontynuować, nie wystarczy mówić, że „tak było zawsze”. Trzeba pokazać, że tradycja może być żywa, współczesna i nadal potrzebna.
Najbardziej osobisty fragment rozmowy dotyczył Sławomira Staciwy.
Jego ojciec, Stanisław Kazimierz Staciwa, pozostawił po sobie rękopisy poświęcone historii Radoszyc. Materiały te mogły zostać rodzinną pamiątką. Zamiast tego zostały uporządkowane, opracowane i przygotowane do druku.
W 2011 roku ukazała się dwutomowa monografia „Dzieje Radoszyc”.
To przykład pokazujący, jak prywatna historia może stać się częścią pamięci całej miejscowości.
Właśnie dlatego rozmowa o dziedzictwie nie może kończyć się na sentymencie. Pamięć wymaga pracy. Trzeba ją zapisać, uporządkować i przekazać dalej.
W tym kontekście pojawił się również ważny wątek dawnej społeczności żydowskiej Radoszyc.
Nie jako dodatek do historii miejscowości, ale jako jej integralna część.
Przez lata społeczność żydowska współtworzyła lokalne życie. Dlatego każda uczciwa opowieść o Radoszycach powinna obejmować także tych mieszkańców, których dziś już tutaj nie ma.
To pytanie wykracza zresztą daleko poza jedną miejscowość.
Czy potrafimy opowiadać historię małych ojczyzn w całości? Także wtedy, gdy dotyczy ona trudnych, nieoczywistych albo zapomnianych rozdziałów?
Bo pamięć selektywna szybko zamienia się w legendę. A prawdziwa historia miejsca wymaga czegoś więcej niż wybierania tylko tych fragmentów, które dobrze wyglądają na jubileuszowej fotografii.
Dziś dokumentujemy wszystko.
Robimy zdjęcia, nagrywamy filmy, publikujemy posty, zapisujemy relacje.
Paradoksalnie jednak wcale nie oznacza to, że kolejne pokolenia będą miały łatwiejszy dostęp do naszej historii.
Gdzie za trzydzieści lat będą zdjęcia z dzisiejszych wydarzeń? Na nieaktywnym profilu? Na starym telefonie? Na dysku, którego nikt już nie otworzy?
Dlatego coraz ważniejsze staje się pytanie o lokalne archiwum pamięci — miejsce, w którym mogłyby znaleźć się fotografie, dokumenty, wspomnienia mieszkańców, nagrania, historie rodzinne i opowieści poszczególnych sołectw.
Bo historią Radoszyc nie są wyłącznie wielkie daty.
Są nią także ludzie przy stole, stare fotografie, przepisy przekazywane w rodzinach, rękopisy pozostawione przez ojca i nazwiska tych mieszkańców, o których za chwilę może już nikt nie pamiętać.
Kultura miejsca zaczyna się właśnie tam.
Nie wtedy, kiedy przecina się wstęgę.
Tylko wtedy, kiedy ktoś uznaje, że to, co było przed nami, jest wystarczająco ważne, żeby nie pozwolić temu zniknąć.
I dlatego pytanie, które zostaje po tej rozmowie, jest znacznie szersze niż same Radoszyce:
co z naszego świata będzie jeszcze pamiętane, kiedy następne pokolenie zacznie opowiadać historię tego miejsca?
Audycja „Bliska Kultura. Głos Regionu” została dofinansowana ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Napisz komentarz
Komentarze