Zabawka wygląda niepozornie.
Kilka centymetrów plastiku. Drewniany konik. Lalka. Samochodzik. Czasem coś obdrapanego, pękniętego, naprawianego wiele razy.
Ale kiedy taki przedmiot trafia do muzeum, przestaje być tylko zabawką.
Zaczyna mówić.
O tym, jak wychowywano dzieci. Czego oczekiwano od dziewczynek, a czego od chłopców. Co było modne. Na co było stać rodziny. Jak zmieniała się technologia. Jak rozwijał się przemysł. I wreszcie – jak zmieniało się całe społeczeństwo.
Właśnie taki sposób patrzenia na kulturę jest jednym z założeń projektu „Bliska Kultura. Głos Regionu”, realizowanego przez Radio Rekord Świętokrzyskie dzięki dofinansowaniu ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Nie interesuje nas wyłącznie gotowa wystawa. Interesują nas ludzie, mechanizmy i historie, które stoją za instytucjami kultury.
Tym razem trafiliśmy do Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach.
Naszymi gośćmi byli: dr Daria Dyktyńska, dyrektorka muzeum, dr Barbara Kasprzyk-Dulewicz, kierownik Działu Wystaw i Pracy Naukowej, oraz Jakub Czaplarski, zastępca dyrektora ds. administracji i kadr.
Zabawka jako dokument
Najłatwiej byłoby zrobić rozmowę o tym, czym bawiliśmy się kiedyś.
Tylko że to byłoby za proste.
Bo lalka może opowiadać o kanonach piękna. Zestaw małej kucharki – o rolach przypisywanych kobietom. Zestaw techniczny – o tym, komu społeczeństwo dawało prawo do budowania i konstruowania. Żołnierzyki czy pistolety-zabawki otwierają z kolei rozmowę o tym, jak dzieci oswajały się z wojną i przemocą.
I nagle okazuje się, że zabawka jest źródłem historycznym.
Nie takim oczywistym jak dokument urzędowy czy fotografia, ale czasem równie mocnym.
Kielce naprawdę były miastem zabawek
To jeden z najważniejszych wątków tej rozmowy.
Muzeum Zabawek i Zabawy nie powstało w Kielcach przypadkiem.
Po wojnie region był ważnym ośrodkiem produkcji zabawek, a w samych Kielcach działały między innymi spółdzielnie „Gromada”, „Precyzja” i „Świętokrzyska”.
W muzealnych zbiorach znajdują się produkty, projekty, modele i prototypy związane z ich działalnością. To już nie tylko historia dzieciństwa.
To historia pracy.
Ludzi, którzy projektowali, malowali, zszywali, montowali i pakowali zabawki. Historia lokalnego przemysłu, wzornictwa, technologii i gospodarki.
I tu pojawia się pytanie, którego nie warto omijać:
czy Kielce nadal pamiętają, że były miastem zabawek?
Bo dziedzictwo lokalne nie zaczyna się i nie kończy na zabytkowych kamienicach czy pomnikach. Czasem mieści się w małym drewnianym samochodziku.
To, czego zwiedzający nie widzi
W ramach „Bliskiej Kultury” celowo zaglądamy za kulisy.
Bo kultura nie dzieje się sama.
Zwiedzający widzi eksponat w gablocie. Nie widzi wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej.
Trzeba ustalić pochodzenie przedmiotu. Ocenić jego stan. Zinwentaryzować go. Opisać. Zabezpieczyć. Czasem poddać konserwacji. Przygotować dokumentację. Zaplanować odpowiednie warunki przechowywania i ekspozycji.
Do tego dochodzą badania, kwerendy, opracowywanie zbiorów, przygotowanie wystaw, publikacje naukowe i działalność dokumentacyjna.
Muzeum pracuje więc również wtedy, gdy nie otwiera nowej wystawy i nie organizuje kolejnego wydarzenia.
To właśnie ta część kultury, której często nie widzimy, ale bez której nie byłoby czego pokazywać.
Co z roku 2026 zostanie kiedyś zabytkiem?
To pytanie brzmi trochę przewrotnie, ale jest bardzo konkretne.
Co dzisiejsze muzeum powinno zachować, żeby ktoś za 50 lat mógł opowiedzieć o dzieciństwie naszych czasów?
Konsolę?
Tablet?
Zabawkę sterowaną aplikacją?
Grę komputerową, która istnieje tylko cyfrowo?
A może tanią plastikową figurkę, która przez pół roku była absolutnym hitem, a potem kompletnie zniknęła?
Muzeum nie może dokumentować tylko rzeczy pięknych i wyjątkowych.
Jeśli ma uczciwie opowiadać o społeczeństwie, musi czasem zachować również to, co masowe, tanie i jednosezonowe.
Bo właśnie takie rzeczy często najlepiej pokazują swoją epokę.
Muzeum nie może zamienić się w park rozrywki
Tu pojawia się kolejne napięcie.
Dziecko chce dotknąć.
Muzeum musi chronić.
Nowoczesne instytucje kultury coraz częściej korzystają z ekranów, dźwięku, światła, multimediów i instalacji interaktywnych.
Tylko że technologia sama w sobie nie jest jeszcze wartością.
Jeśli odciąga uwagę od prawdziwego eksponatu, zaczyna być problemem.
Nowa ekspozycja musi więc odpowiedzieć na trudne pytanie: jak sprawić, żeby dziecko się nie nudziło, ale jednocześnie nie zamienić muzeum w salę zabaw?
Jak stworzyć miejsce, w którym pięciolatek będzie chciał zostać dłużej, nastolatek nie przewróci oczami po pięciu minutach, a dorosły rzeczywiście dowie się czegoś nowego?
Przed muzeum duża zmiana
Muzeum przygotowuje się do modernizacji i nowej ekspozycji.
I właśnie tutaj teoria spotyka się z rzeczywistością.
Bo można mieć świetny pomysł.
Ale potem pojawia się budynek, instalacje, bezpieczeństwo, kosztorysy, procedury, terminy, wykonawcy i pieniądze.
Dlatego w naszej rozmowie spotkały się trzy różne perspektywy.
Dyrektorska – odpowiadająca za kierunek i sens instytucji.
Naukowa – odpowiadająca za to, co i jak opowiadamy.
I administracyjna – bez której najlepsza koncepcja pozostałaby tylko koncepcją.
To też jest ważny element projektu „Bliska Kultura. Głos Regionu”.
Pokazywać kulturę nie tylko wtedy, kiedy jest efektowna.
Ale również wtedy, kiedy składa się z dokumentów, badań, budżetów, remontów, decyzji i pracy ludzi, których nazwisk często nie widzimy na afiszu.
Mały przedmiot. Duża historia.
Muzeum Zabawek i Zabawy dobrze pokazuje, że kultura nie zawsze potrzebuje wielkiego formatu.
Czasem cała historia mieści się w jednym przedmiocie.
Małej lalce.
Drewnianym samochodziku.
Zabawce wyprodukowanej kiedyś w Kielcach.
Bo patrząc na nią uważnie, możemy zobaczyć nie tylko dzieciństwo.
Możemy zobaczyć nas samych.
Projekt „Bliska Kultura. Głos Regionu” realizowany jest przez Radio Rekord Świętokrzyskie.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Napisz komentarz
Komentarze