Cud, który wydarzył się naprawdę
29 maja 2016 roku hala Lanxess Arena w Kolonii stała się miejscem narodzin sportowej legendy. Do finału Ligi Mistrzów przystąpiły dwa wielkie zespoły europejskiej piłki ręcznej – Vive Tauron Kielce oraz węgierski Telekom Veszprem. Jeszcze na kilkanaście minut przed końcem spotkania wydawało się, że mistrzowie Polski nie mają najmniejszych szans na zwycięstwo.
Węgrzy od początku narzucili bardzo wysokie tempo. Skuteczni byli przede wszystkim Aron Palmarsson, Momir Ilić i Laszlo Nagy, którzy regularnie rozbijali defensywę kielczan. Vive długo nie mogło odnaleźć swojego rytmu, popełniało błędy w obronie i miało problemy ze skutecznością w ataku. Pierwszego gola zdobyło dopiero po blisko sześciu minutach gry, a już w pierwszej połowie trener Tałant Dujszebajew zdecydował się na zmianę bramkarza i wprowadzenie Marina Sego za Sławomira Szmala.
Do przerwy kielczanie przegrywali 13:17, ale prawdziwe problemy miały dopiero nadejść. W drugiej połowie Veszprem całkowicie kontrolowało wydarzenia na parkiecie. W 46. minucie na tablicy wyników widniał rezultat 28:19 dla węgierskiego zespołu. Dziewięć bramek straty w finale Ligi Mistrzów wydawało się różnicą nie do odrobienia.
Wtedy rozpoczął się jeden z najbardziej niezwykłych powrotów w historii europejskiego sportu.
Powrót z piekła
Kielczanie nagle odzyskali energię, której wcześniej brakowało. Defensywa zaczęła funkcjonować niemal perfekcyjnie, a do wielkiej formy wrócił Sławomir Szmal. Bramkarz Vive seryjnie zatrzymywał rywali, a jego interwencje dawały drużynie nadzieję na odwrócenie losów spotkania.
W ataku mistrzowie Polski zaczęli grać zdecydowanie szybciej i skuteczniej. Gol za golem zdobywali Karol Bielecki, Krzysztof Lijewski, Tobias Reichmann czy Julen Aginagalde. Veszprem, które jeszcze chwilę wcześniej wyglądało jak perfekcyjnie działająca maszyna, nagle zaczęło popełniać błędy i tracić pewność siebie.
W ciągu kilku minut przewaga Węgrów stopniała niemal całkowicie. Atmosfera w Lanxess Arenie stawała się coraz bardziej niewiarygodna. Kibice Vive wierzyli już, że ich drużyna może dokonać niemożliwego.
Kluczowy moment nastąpił na kilka sekund przed końcem regulaminowego czasu gry. Przy jednobramkowym prowadzeniu Veszprem ostatnią akcję rozgrywali kielczanie. Tałant Dujszebajew precyzyjnie rozrysował zagranie, a Krzysztof Lijewski oddał rzut, który wpadł do siatki trzy sekundy przed końcową syreną. Było 29:29 i finał przeszedł do dogrywki.
Nerwy, dogrywka i rzuty karne
Dogrywka tylko podniosła poziom emocji. Oba zespoły walczyły o każdy centymetr boiska, a wynik przez cały czas pozostawał otwarty. Ważne bramki zdobywali Michał Jurecki i Krzysztof Lijewski, ale Veszprem nie zamierzało się poddawać.
Po kolejnych dziesięciu minutach gry nadal utrzymywał się remis – 35:35. O triumfie w Lidze Mistrzów miały zdecydować rzuty karne.
W konkursie „siódemek” bohaterami zostali obaj bramkarze Vive. Zarówno Sławomir Szmal, jak i Marin Sego obronili po jednym rzucie rywali. Decydujący moment należał jednak do Julena Aginagalde. Hiszpański obrotowy wykorzystał ostatni rzut karny i przypieczętował historyczne zwycięstwo kielczan 4:3.
W sektorach zajmowanych przez kibiców z Kielc wybuchła ogromna euforia. Vive Tauron Kielce zostało najlepszą drużyną Europy.
Historyczny sukces polskiego sportu
Triumf w Kolonii miał znaczenie znacznie większe niż tylko zdobycie trofeum. Vive jako pierwszy polski klub w sportach zespołowych wygrało Ligę Mistrzów. Było to wydarzenie bez precedensu i dowód, że polska drużyna może sięgnąć po najważniejsze trofea na arenie międzynarodowej.
Dla wielu zawodników był to najważniejszy moment kariery. Grzegorz Tkaczyk kończył tym meczem swoją klubową przygodę z piłką ręczną. Krzysztof Markowski jeszcze kilka miesięcy wcześniej grał w juniorskich rozgrywkach. Mateusz Kus dopiero niedawno występował w Azotach Puławy. Wszyscy stali się częścią historii.
Ogromne znaczenie miał również trener Tałant Dujszebajew, który zbudował zespół zdolny do walki z największymi europejskimi potęgami. Jego drużyna pokazała charakter, determinację i wiarę do ostatnich sekund spotkania.
Mecz, który pozostanie w pamięci na zawsze
Do dziś finał z 2016 roku uznawany jest za jeden z najlepszych meczów w historii piłki ręcznej. Spotkanie Vive z Veszprem przekroczyło granice zwykłego sportowego widowiska. Było opowieścią o wierze, walce i niemożliwym, które stało się rzeczywistością.
Dziesięć lat później kibice nadal pamiętają każdą interwencję Szmala, każdy gol Lijewskiego i ostatni rzut Aginagalde. Wspominają przemarsz kieleckich fanów spod katedry w Kolonii do Lanxess Areny oraz atmosferę, która towarzyszyła tamtemu wieczorowi.
Choć później Industria Kielce jeszcze dwukrotnie docierała do finału Ligi Mistrzów, w 2022 i 2023 roku, nie udało się powtórzyć sukcesu sprzed dekady. Dlatego triumf z 2016 roku pozostaje wyjątkowy i niepowtarzalny.
Vive Tauron Kielce: Sławomir Szmal, Marin Sego – Michał Jurecki 3, Tobias Reichmann 9, Piotr Chrapkowski, Mateusz Kus, Julen Aginagalde 5, Karol Bielecki 7, Mateusz Jachlewski 2, Manuel Strlek 4, Krzysztof Lijewski 5, Paweł Paczkowski, Uros Zorman 4, Ivan Cupić.
Telekom Veszprem: Rolad Mikler, Mirko Alilović – Gulyas Peter, Gergo Ivancsik 1, Istvan Timuzin Schuch, Momir Ilić 7, Aron Palmarsson 6, Andreas Nilsson 6, Laszlo Nagy 5, Cristian Garcia Ugalde 7, Gaspar Marguc 1, Mirsad Terzić, Mirko Alilović, Renato Sulić, Mate Lekai 3, Ivan Slisković 2
Kary: Vive – 10 min, Veszprem – 12 min.
Sędziowie: Oscar Raluy Lopez i Angel Sabroso Ramirez (Hiszpania).
Widzów: 19 250.

Napisz komentarz
Komentarze