Szkoleniowiec potwierdził, że w sobotnim spotkaniu nie będzie mógł skorzystać z Dawida Błanika, Simona Gustafsona oraz Huberta Zwoźnego. Jak wyjaśnił, każdy z zawodników zmaga się z innym problemem zdrowotnym, a terminy ich powrotu na boisko nie są jeszcze znane.
– Jak długo nie będę ich miał do swojej dyspozycji? Nie będę mówił, bo po prostu nie wiem. Cały czas trwa walka z czasem i jest to proces rehabilitacji. Trudno powiedzieć o jakichś przypuszczeniach czy widełkach czasowych. Myślę, że najprędzej dojdą Gustafson i Zwoźny. Błanik ma uraz mięśnia dwugłowego, co może potrwać trochę dłużej. Gustafson ma lekkie naciągnięcie przywodziciela, ale jest to dość bolesne, więc do końca tego tygodnia trenuje indywidualnie. Zobaczymy, co będzie w przyszłym tygodniu. Natomiast Zwoźny po tym ordynarnym faulu Paulinho w meczu z Widzewem ma lekko uszkodzony więzozrost w stawie skokowym. To jest taka kontuzja, która wymaga parunastu dni, ale mam nadzieję, że „Zwoziu” jest na tyle twardy, że wróci szybciej. Natomiast nie powiem, że to będzie za tydzień, za 10 dni czy za dwa tygodnie. Trudno powiedzieć.
Zieliński nie chciał również przesądzać, czy w meczu z Motorem wystąpi dokładnie taka sama jedenastka, która rozpoczęła zwycięskie spotkanie z Widzewem Łódź. Trener podkreślił, że nie jest zwolennikiem pochopnych zmian, ale ostateczna decyzja zapadnie dopiero przed meczem.
– To może przede wszystkim oznaczać, że ich [Błanik, Gustafson i Zwoźny] zabraknie w kadrze na ten mecz. Natomiast czy jedenastka będzie taka sama? Czas pokaże. Mamy jeszcze dwa dni do meczu. Ja już kiedyś mówiłem, że nie przywiązuję się do stwierdzenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Nie jestem też zwolennikiem zbytnio nerwowych ruchów i grzebania przy składzie. Proszę jednak cierpliwie poczekać do soboty.
Trener Korony scharakteryzował także najbliższego rywala. Jego zdaniem Motor jest zespołem trudnym do przełamania, szczególnie ze względu na solidną organizację defensywną. Zieliński zaznaczył jednak, że jego drużyna przede wszystkim chce skupić się na własnych atutach.
– Jest to trochę inny Motor, aniżeli w poprzednim sezonie. Widać już rękę Mariusza Misiury. To zespół solidny w defensywie, broniący piątką zawodników. Szczerze powiedziawszy, jest trudny do przełamania, bo naprawdę dobrze się bronią. Trochę inaczej ten zespół jest zbilansowany, ale z drugiej strony my bardziej patrzymy na siebie, na to, co my chcemy zaproponować i jakie warunki narzucić. W ten sam sposób podchodziliśmy do meczu z Widzewem, nie patrząc na to, jaki potencjał tam drzemie, tylko chcieliśmy wykorzystać swoje atuty i to się udało i to samo chcemy zrobić z Motorem. Natomiast to jest naprawdę ciężki przeciwnik, trudny do przełamania, więc spodziewamy się trudnego meczu. Wierzę w chłopaków, wierzę w ten zespół i wierzymy w to, że dopiszemy kolejne punkty do swojego dorobku.
Zieliński zwrócił uwagę również na fakt, że Motor wciąż opiera swoją grę na zawodnikach, którzy stanowili o jego sile w poprzednim sezonie. Wspomniał przy tym między innymi o Karolu Czubaku, Mbaye Ndiaye, Fábio Ronaldo, Marku Bartošu i Filipie Lubereckim.
– Trudno mi powiedzieć, jakie były plany czy założenia przed sztabem szkoleniowym. Na pewno jest to zespół, który chce zaistnieć i być jak najwyżej w tabeli. Zresztą po wielu latach Motor wrócił do Ekstraklasy. Nie dziwię się temu, że kibice chcą sukcesu i łakną tego wszystkiego. To jest normalne. W Kielcach jest podobnie. Dlatego zdajemy sobie sprawę, że to jest zespół, który może trochę jest w trakcie budowy, ale ten szkielet i zawodnicy, którzy generalnie decydowali o takim obliczu tego Motoru z poprzedniego roku, zostali. Jest tam Czubak, jest Ndiaye, jest Ronaldo, Bartoš, Luberecki, więc trzon tego zespołu w dalszym ciągu jest. Zobaczymy w sobotę.
Szkoleniowiec odniósł się również do coraz większej roli stałych fragmentów gry w nowoczesnym futbolu. Korona w ostatnim spotkaniu z Widzewem zdobyła w ten sposób obie bramki, a ten element jest jednym z mocniejszych atutów zespołu.
– Myślę, że to nie jest tak, że nagle wyciągnęliśmy coś jako nowum, bo wiele zespołów na tym bazowało. Teraz w piłce światowej jest już nawet taki trend, że stałe fragmenty w dużej mierze są języczkiem uwagi, bo czy motorycznie te zespoły będą jeszcze lepiej przygotowane? Trudno powiedzieć, czy zawodnicy będą jeszcze bardziej zbliżać się do granic swoich możliwości. Taktycznie też nakładają się na siebie schematy i systemy, więc trudno zaskoczyć przeciwnika. Ale stałe fragmenty, z piłki stojącej, bez przeszkadzania przeciwnikowi, można udoskonalić do takich rozmiarów, że będą decydowały. Myślę, że każdy nad tym pracuje i o tym myśli.
Nie zabrakło również pytania o Morgana Fassbendera, który w ostatnich spotkaniach z Legią Warszawa i Widzewem Łódź zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Zieliński przyznał, że od początku liczył na to, że napastnik będzie ważną postacią zespołu.
– Byłem dużym orędownikiem sprowadzenia Morgana, bo pamiętałem go z Niecieczy. Podobną bramkę, tą drugą, którą strzelił Widzewowi, zdobył również przeciwko nam w sparingu. Od razu po moim przyjściu graliśmy w Niecieczy z Termaliką i zdobył podobną bramkę z woleja. Piękny strzał, więc to nie jest nic nowego. Liczyłem się z tym, że będzie taką wartością dodaną. Natomiast rzeczywiście zagrał świetnie, z taką chłodną głową, pokazał swoje możliwości. Jest takim zawodnikiem, którego nam trochę brakowało pod względem parametrów, bo jest bardzo dobrze przygotowany motorycznie, bardzo szybki, a poza tym dobry piłkarsko. To też jest bardzo ważne w tym wszystkim.
Po zwycięstwie w Łodzi Korona będzie chciała po raz pierwszy w tym sezonie wygrać przed własną publicznością. Trener kielczan nie ukrywa, że zespół liczy na kolejne trzy punkty.
– Bardzo chcemy zaprezentować się przed własną publicznością po takim meczu jak na Widzewie, żeby, można powiedzieć, skonsumować to zwycięstwo w Łodzi. Bardzo chcemy, marzymy o tym, żeby wygrać i zrobimy wszystko, żeby tak było.
Ważnym tematem konferencji była także rywalizacja o miejsce w środku obrony. Zieliński podkreślił, że nie zamierza tworzyć sztucznej hierarchii, a o składzie decydować będzie przede wszystkim postawa zawodników podczas treningów.
– Raczej mogę się odnieść do rywalizacji. Rywalizacja wygląda bardzo dobrze, na zdrowych zasadach. Dobrze chłopaki rywalizują. Hierarchia to jest myślę jakiś sztuczny twór, chyba przez kogoś wymyślony. Jak można hierarchię pisać w drużynie? Decyduje o tym praca na treningach. To, co się dzieje w tygodniu, w mikrocyklu. Nie ma czegoś takiego jak hierarchia. Grają najlepsi, ja się tego trzymam i tak będzie. Wiadomo, że są bardziej doświadczeni i mniej doświadczeni zawodnicy, natomiast hierarchia – my nie jesteśmy w jakichś plemionach, w których hierarchia była bardzo widoczna. Bazujemy na pracy, na tym, co się dzieje na treningu. Na tym oceniamy piłkarzy.
Zieliński został również zapytany o Ivo Rodriguesa, który może wrócić do składu Motoru. Trener Korony przyznał, że Portugalczyk jest zawodnikiem potrafiącym zrobić różnicę, ale jego zespół przygotowuje się na oba warianty.
– Na pewno jest to zawodnik, który robi różnicę, bo bardzo podobał mi się w Motorze w zeszłym roku. Miał taki magic touch. Widać było, że to jest piłkarz, który robi różnicę niektórymi zagraniami. Teraz borykał się z urazem. Trudno powiedzieć, jak to będzie. Natomiast my przygotowujemy się konkretnie pod Motor i z Rodriguesem, i bez Rodriguesa. Bardziej stawiamy na to, co my mamy zaproponować.
Szkoleniowiec został również zapytany o sytuację Janusza Nojewszkiego, który wyróżnia się w drugiej drużynie Korony. Zieliński potwierdził, że młody zawodnik znajduje się pod obserwacją sztabu pierwszego zespołu.
– Przyglądamy się Januszowi bacznie. Bywał dopraszany u nas nieraz na treningi. Na chwilę obecną nie było takiej decyzji, ale jest stale na naszym radarze. Ja się bacznie przyglądam rezerwom, bywam, kiedy mogę, na ich meczach, więc myślę, że mam dobry pogląd na to, jak to wszystko wygląda. Na pewno nikt, kto się wyróżnia i kto daje dobre sygnały, nie zostanie pominięty.
W dalszej części konferencji nie zabrakło pytań o transfery. Zieliński zapewnił, że rozmowy dotyczące wzmocnienia zespołu nadal trwają i Korona chce pozyskać konkretnych zawodników.
– Okienko trwa do 8 września w naszych realiach, więc to jest jeszcze naprawdę trochę czasu. Rozmowy trwają, my rozmawiamy. Już wcześniej mówiłem, że to nie są takie proste sprawy, ale coś się dzieje. Jestem przekonany, że jeszcze ten zespół wzmocnimy. Natomiast kiedy, w jaki sposób i za ile, tego nie będę mówił.
Trener nie chciał zdradzać nazwisk, ale podkreślił, że klub nie zamierza wykonywać przypadkowych ruchów transferowych.
– Obracamy się w kręgu nazwisk, które nie są takie przypadkowe. Chcemy ściągnąć konkretnych zawodników. Natomiast o szczegółach już nie będę mówił. Dajmy sobie jeszcze trochę czasu. Paweł [Golański] pracuje, Łukasz [Maciejczyk] też trzyma nad tym pieczę i rękę, więc jestem spokojny o to, że będziemy wzmocnieni.
Na koniec konferencji szkoleniowiec odniósł się do powtarzającego się problemu Korony, która w każdym z dotychczasowych spotkań tego sezonu jako pierwsza traciła bramkę. Jego zdaniem ważniejsze od samego początku meczu jest jednak to, jak drużyna potrafi na stratę zareagować.
– Nie wiem, czy to jest problem. To jest piłka nożna i mecz. Tracimy gola jako pierwsi, ale potrafimy to odrabiać. To też jest ważne. Cały czas powtarzam, że sztuką nie jest fajnie zaczynać i słabo kończyć, tylko odwrotnie. Natomiast rzeczywiście coś w tym jest, że może ta koncentracja na początku nie jest taka, jak trzeba, ale nad tym pracujemy. Cieszę się, że potrafimy zareagować i w dwóch meczach z bardzo trudnymi przeciwnikami potrafiliśmy wyjść obronną ręką. To też jest bardzo ważne. Natomiast coś z tym będziemy rzeczywiście musieli zrobić. Ale jeśli z drugiej strony sytuacja będzie wyglądała tak, że potrafimy w dalszym ciągu odrabiać straty i wychodzić na prowadzenie, to nie mam nic przeciwko temu.

Napisz komentarz
Komentarze