Po dwóch dotychczasowych spotkaniach w Champions League oba zespoły miały komplet punktów po zwycięstwach odniesionych nad Lucerną i Kolstad. Przez co starcie z trzeciej kolejki było bardzo istotne dla układu tabeli.
W zespole z Kielc w starciu z Magdeburgiem największym nieobecnym bez wątpienia był Luka Klarica, który doznał urazu pleców w ostatnim ligowym pojedynku przeciwko Zepter KPR Legionowo.
Pierwszą akcję w meczu rozgrywali goście, ale kielczanie dobrze spisali się w defensywie, a dodatkowo Dejan Milosavljev pięknie obronił uderzenie jednego z zawodników Magdeburga. Industria za to świetnie przeprowadziła swój atak, a Aleks Vlah zdołał umieścić piłkę w siatce.
Magdeburg szybko jednak wyrównał, po tym, jak serbskiego bramkarza pokonał Kristjansson. Gospodarze wyszli jeszcze na prowadzenie 2:1 po trafieniu Benoit Kounkound, ale w kolejnych akcjach popełnili proste błędy, które bezwzględnie wykorzystała niemiecka ekipa. Dzięki temu podopieczni Benneta Wiegerta wyszli na trzybramkowe prowadzenie.
Niestety „żółto-biało-niebiescy” grali w tych pierwszych minutach bardzo niedokładnie i nieskutecznie. Do pomyłek w rozegraniu dochodziły pudła w stuprocentowych sytuacjach. Słabszą serię w siódmej minucie przełamał Julien Bos, choć rywale wciąż prowadzili 5:3.
Po nerwowym początku mistrzowie Polski z każdą kolejną minutą grali coraz lepiej. Udane interwencje Milosavjleva przekładały się na udane kontrataki, które na bramki zamieniali m.in. Vlah i Kounkound. W ten też sposób w 10. minucie udało się wyrównać (6:6).
Magdeburg ponownie włączył jednak wyższy bieg i krótkim odstępie czasu zdobył trzy bramki z rzędu, dzięki czemu znów odskoczył szczypiornistom z Kielc. Różnica mogłaby być jeszcze wyższa, ale świetnie bronił golkiper Industrii, utrzymując swój zespół w grze.
W 18. minucie o czas poprosił szkoleniowiec drużyny z Magdeburga, Bennet Wiegiert. W tym momencie na tablicy wyników widniał rezultat 8:11 na korzyść drużyny przyjezdnej. Pierwszą akcję po przerwie wykorzystał jednak Felix Claar, podwyższając prowadzenie swojego zespołu.
W tej fazie meczu zawodnicy Krzysztofa Lijewskiego dosyć pewnie zamieniali swoje ataki na gole. Niemniej to samo czynił Magdeburg, przez co Industria nie była w stanie zmniejszyć straty.
Zmieniło się to w okolicach 23. minuty, gdy mistrzowie Niemiec zaczęli mieć kłopoty z wypracowaniem sobie dogodnych sytuacji rzutowych. Kielczanie za to, oprócz lepszej defensywy, poprawili także atak. Jedną z bramek kontaktowych zdobył Michał Olejniczak, a Julien Bos miał nawet szansę doprowadzić do wyrównania, ale jego próba została wyblokowana przez obrońców rywala.
Ta sztuka Industrii udała się jednak w 28. minucie, gdy Aleks Vlah najpierw przejął piłkę, a następnie pewnie pokonał Mateja Mandicia. W tym momencie był remis 17:17. Mimo tego końcówka pierwszej odsłony spotkania należała do mistrzów Niemiec, którzy trafili dwa razy z rzędu i na przerwę oba zespoły zeszły przy rezultacie 17:19.
Po zmianie stron, podobnie jak przed przerwą, jako pierwszy trafił Vlah. Magdeburg natomiast w swojej akcji wywalczył rzut karny, którego na gola zamienił Magnusson. Na samym początku drugiej odsłony zarówno Industria, jak i mistrzowie Niemiec bez problemów wykańczali swoje ataki, przez co utrzymywała się dwubramkowa przewaga gości.
Pierwszy błąd popełnili jednak niemieccy zawodnicy, a przed szansą na wyrównanie stanął Piotr Jędraszczyk. Polak niestety jednak w dogodnej sytuacji nie dał rady pokonać chorwackiego golkipera przeciwników. Świetną paradą popisał się również Milosavjlev, a Industria miała kolejną okazję, by wyrównać. Tym razem jednak nie trafił Theo Monar.
Niewykorzystane okazje się zemściły, ponieważ w niewielkim odstępie czasu zrobiło się 20:23, a wynik z perspektywy ekipy Wiegerta mógł być jeszcze bardziej okazały, gdyby nie dobra praca kielczan w defensywie.
Pod koniec pierwszego kwadransa tej połowy wynik rozjechał się nieco bardziej, gdyż Magdeburg prowadził 26:22. W tym czasie trener Lijewski zdecydował się skorzystać z przerwy na żądanie. Po czasie akcję Industrii rzutem zakończył Vlah, zdobywając tym samym swoją szóstą bramkę w spotkaniu.
W ekipie z Niemiec błyszczała trójka zawodników, Claar, Kristjansson oraz Magnusson, którzy odpowiadali za zdecydowaną większość bramek gości. W zespole z Kielc natomiast ciężar gry na siebie próbował wziąć Vlah, ale na jego nieszczęście inni gracze popełniali błędy. Tego kłopotu nie mieli właśnie przeciwnicy, którzy na dwanaście minut przed końcem prowadzili 29:25.
Mistrzowie Polski jednak nie poddawali się i chwilę później zdobyli dwie bramki z rzędu, trafiali Michał Olejniczak oraz Faruk Yusuf. W tym momencie Wiegert wziął czas, a w pierwszym ataku po przerwie Kristjansson przeprowadził cudowną akcję indywidualną i trafił do siatki. Dla rozgrywającego Magdeburga był to już dziewiąty gol w meczu. Jeszcze lepszym dorobkiem pochwalić mógł się Magnusson, który egzekwując rzut karny trafił po raz dziesiąty, a chwilę później po raz jedenasty.
Ostatecznie kielczanom nie udało się już zniwelować straty i to goście zwyciężyli 30:35, zapisując na swoim koncie kolejne dwa punkty w tej edycji Ligi Mistrzów.
Mistrzowie Polski następne spotkanie rozegrają już w najbliższą sobotę, 10 października. Tym razem na wyjeździe zmierzą się ze Stalą Mielec w ramach 6. kolejki Lotto Superligi. Początek meczu zaplanowano na godzinę 15:00.
Industria Kielce – SC Magdeburg 30:35 (17:19)
Industria Kielce: Morawski, Kaleta Milosavljev – Yusuf 1, Jędraszczyk 2, Olejniczak 2, Kounkound 4, Bos 6, Latosiński, Karalek 2, Rabczyński 1, Vlah 7, Monar 1, Jarosiewicz 2, Nahi 1
SC Magdeburg: Kuzmanović, Mandić – Musche, Claar 7, Thielicke, Rasmussen, Kristjansson 11, Pettersson 2, Magnusson 11, Serradilla, Weber, Lagergren, Mertens, Jensen 3, Bergendahl 1

Napisz komentarz
Komentarze