– Przede wszystkim gratulacje dla trenera Xaviego Sabate i jego drużyny za walkę w tym finale. To tak naprawdę dzięki zespołowi z Płocka znowu musieliśmy przesunąć naszą mentalność do granic wytrzymałości. Przez kilkanaście lat wygrywaliśmy tytuł z rzędu, później został nam on zabrany właśnie przez Płock i ciężko było się z tym pogodzić, ale taki jest sport – nie zawsze się wygrywa. Dzięki dobrej postawie Orlen Wisły Płock w ostatnich sezonach zrozumieliśmy, że aby odzyskać tytuł, trzeba zrobić coś więcej.
Lijewski zaznaczył, że na sukces złożyła się ogromna praca wykonana nie tylko podczas samych spotkań.
– Chłopaki nie tylko dzisiaj, ale również w zeszłym tygodniu wykonali kawał wspaniałej, ciężkiej roboty. To nie są tylko mecze. To treningi, godziny rozmów i analizy wideo. Tutaj naprawdę odrobili lekcję. Jestem z tego bardzo dumny i serdecznie im dziękuję za ich postawę.
Trener nie zapomniał również o kibicach, którzy wspierali drużynę przez cały sezon.
– Tego sukcesu nie byłoby także bez naszych kibiców. Nie tylko udowodnili wszystkim, że kibicem się nie bywa, tylko się nim jest, ale udowadniali to przez cały sezon. To był trudny i wymagający rok, pełen lepszych i gorszych momentów, a oni na końcu wciąż byli z nami. Śmiem twierdzić, że gdyby nie ich wsparcie i pomoc, które codziennie odczuwałem na ulicach Kielc od ludzi zaczepiających mnie i mówiących same dobre rzeczy o tej drużynie, to nie byłoby tego sukcesu. Wiedziałem wtedy, że jesteśmy w dobrym miejscu. Dlatego jeszcze raz dziękuję kibicom z całego serca, a także drużynie Wisły Płock za ten sezon.
Szkoleniowiec został również zapytany o największe wyzwanie, jakie napotkał po przejęciu zespołu.
– Najtrudniejsze było przekonanie chłopaków do mojej wizji i mojego planu. Od początku mówiłem im, że trzeba coś zmienić. Niewiele, ale jednak. To nie jest łatwy proces. Każdy z nas ma swoje przyzwyczajenia – nie tylko sportowcy czy trenerzy, ale wszyscy ludzie. Chciałem, żeby drużyna od nich odeszła i uwierzcie mi, nie było łatwo namówić zawodników, aby odłożyli na bok rzeczy, do których przywykli przez lata, i spróbowali czegoś innego. Drużyna wykonała tutaj kawał naprawdę wspaniałej roboty. Każdy schował swoje ego i prywatne dobro na rzecz wspólnego celu. To był dla mnie największy sukces tej drużyny.
Jednym z kluczowych elementów finałowej rywalizacji była gra w defensywie, ponieważ jak mawia trener Lijewski: „atak sprzedaje bilety, a obrona wygrywa mistrzostwa”.
– Myślę, że trener Sabate również to potwierdzi. Ta teza, że atak sprzedaje bilety, a obrona wygrywa mistrzostwa, nigdy się nie zmieni. Tak jest w każdej dyscyplinie sportu, nie tylko zespołowej, ale również indywidualnej. Cieszę się, że byliśmy monolitem od początku do końca tej finałowej rywalizacji.
Pytany o swoją przyszłość i oczekiwanie na decyzję władz klubu, szkoleniowiec odpowiedział z uśmiechem.
– Teraz będę się bawił i świętował.
Po końcowej syrenie trener Industrii jako jeden z pierwszych pobiegł na trybuny do swoich najbliższych. Jak przyznał, ten moment miał dla niego wyjątkowe znaczenie.
– Nie ma nic ważniejszego dla człowieka niż rodzina. To są najbliżsi ludzie, którzy widzą więcej niż zwykły Kowalski z ulicy. To ja przynosiłem pracę do domu, choć nie powinienem tego robić. To ja poświęcałem czas na pracę kosztem rodziny, żony i dzieci. One wszystko zaakceptowały i nigdy nie narzekały. To pokazuje, jak wielkie poświęcenie poniosły. Nie tylko moja żona i córki, ale także znajomi, przyjaciele i całe najbliższe otoczenie. Wszyscy rozumieli, jaki jest cel i do czego dążymy. Dlatego kiedy usłyszeliśmy ostatni dźwięk syreny, pierwsze co chciałem zrobić, to podziękować żonie. Na pewno nie byłoby tego tytułu, gdyby nie ona.

Napisz komentarz
Komentarze