Jarosiewicz nie ukrywa, że przed pierwszym oficjalnym spotkaniem sezonu emocje są duże. Dla zawodnika będzie to również kolejna okazja do rywalizacji z ORLEN Wisłą Płock, a więc zespołem, z którym kielczanie od lat toczą niezwykle zacięte boje.
– Nastroje na pewno są bojowe i nie mogę się doczekać tego meczu, bo najchętniej chciałbym go rozegrać już dzisiaj. Roznosi mnie, serce bije mocniej. Wiadomo, mecze z Płockiem są na takim poziomie jak spotkania Ligi Mistrzów, więc to jest sprawdzian tego, w jakim miejscu jesteśmy po okresie przygotowań. No i pokaże, kto w tym sezonie okaże się lepszy. Ten mecz pokaże, kto lepiej przygotował się do tej pory.
Obie drużyny nie będą jeszcze na początku sezonu w optymalnej dyspozycji, ale dla Industrii sobotnie spotkanie będzie okazją, by już na starcie zaprezentować się z jak najlepszej strony i sięgnąć po kolejne trofeum.
– Oczywiście nie jesteśmy w najwyższej formie, ale chcemy być zdecydowanie lepsi, bo chcemy, żeby ten puchar został w Kielcach.
Kielczanie latem przeszli spore zmiany kadrowe. W zespole pojawiło się aż siedmiu nowych zawodników, dlatego czasu na wypracowanie odpowiedniego zgrania nie było zbyt wiele. Jarosiewicz uważa jednak, że przed takim spotkaniem dodatkowa motywacja nie będzie potrzebna.
– Mieliśmy krótki czas, ale myślę, że do tego meczu nie trzeba nikogo motywować i każdy zawodnik podejdzie do niego na 100 procent i pokaże się z jak najlepszej strony. Więc myślę, że jako kolektyw cały zespół przyjdzie na mecz i wygramy to spotkanie.
W rywalizacji Industrii z Wisłą Płock sama taktyka często nie wystarcza. Skrzydłowy mistrzów Polski podkreśla, że w tak wyrównanych meczach ogromne znaczenie ma również charakter i gotowość do walki o każdą piłkę.
– Jak to mówi nasz trener, taktyka taktyką, ale tutaj ważne jest, żeby grać w piłkę ręczną, bić się o każdy centymetr parkietu i o każdą piłkę. Więc myślę, że przede wszystkim wola walki i chęć wygrania są przewagą nad taktyką.
Jednym z atutów Industrii może być również szybka gra. Przy obecnej sytuacji kadrowej kielczanie będą musieli umiejętnie wykorzystywać swoje możliwości motoryczne i ograniczać liczbę zmian między atakiem a obroną.
– Przede wszystkim trener przygotował nas tak, żeby robić jak najmniej zmian i z każdej piłki biegać do przodu. Trochę zabrakło tego w meczu z Veszprem, bo potrzebujemy tego. To jest, moim zdaniem, duża nasza przewaga, że biegamy i z tego możemy zdobyć dużo bramek.
W poprzednim sezonie Industria walczyła o odzyskanie mistrzostwa Polski. Teraz kielczanie przystępują do spotkania jako obrońcy Superpucharu i mistrzowie Polski, przez co towarzyszy im świadomość, że tym razem to oni mają więcej do stracenia.
– Dla mnie jest to cięższe, bronienie tytułu niż jego zdobywanie, bo gdy chce się wygrać, nie ma się nic do stracenia, a my tutaj mamy do stracenia tytuł. Więc myślę, że trzeba podejść bardzo zmotywowanym i na spokojnie do tego meczu, ale też z taką wolą walki, że każdy błąd i każda niewykorzystana sytuacja może się na nas zemścić.
Ważnym elementem przygotowań są również rzuty karne. Przed rokiem właśnie seria „siódemek” rozstrzygnęła rywalizację o Superpuchar, a Jarosiewicz przyznaje, że ostatnio nie był do końca zadowolony ze swojej skuteczności w tym elemencie.
– Myślę, że nie jestem zadowolony z tych rzutów w meczach kontrolnych. Szlifuję je codziennie, zostaję po treningu, bo to był nasz duży atut, a gdzieś ta ręka, nie jest jeszcze aż taka pewna. Myślę jednak, że przez te dwa dni oddam tyle „siódemek”, że będzie gotowa na sobotę.
Zawodnik zwrócił uwagę, że słabsza skuteczność może być również efektem poszukiwania nowych sposobów na pokonywanie bramkarzy. Jarosiewicz zdaje sobie sprawę, że rywale dokładnie analizują jego rzuty.
– Może być ze zmęczenia, może też być z szukania nowych rzutów, nowych sposobów wykorzystywania tych karnych. Bo tak jak wiemy, ja oglądam bramkarzy, bramkarze oglądają mnie, więc wiedzą, jakie mam ulubione rzuty i co lubię rzucać. Dlatego próbowałem i próbuję nowych rzutów, żeby czymś zaskoczyć.
Jarosiewicz ma również w pamięci ubiegłoroczną serię rzutów karnych. Jak przyznał, wykonywanie „siódemki” w decydującym momencie, przy tysiącach kibiców na trybunach, wiąże się z ogromnymi emocjami.
– Bramka robi się mniejsza, ale podszedłem do tego tak, że w mojej ręce jest wszystko do zdobycia. Aż do dzisiaj, jak oglądam tę powtórkę, to przechodzą mnie dreszcze. Więc mam nadzieję, że w tym roku nic nie zadrży i każda „siódemka” będzie wykorzystana.
Skrzydłowy Industrii zdecydowanie wolałby jednak, aby tym razem o zwycięstwie nie musiała decydować seria rzutów karnych.
– Oczywiście. Mam takie przeczucie i chcę, żeby moja drużyna szybciej zdobyła ten puchar, niż musiała robić to po rzutach karnych.

Napisz komentarz
Komentarze